Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
5.
Nawet gdybym upadł tak nisko,
że prawie w szaleństwo...
nawet gdyby moje miejsce było ciągle na zewnątrz,
nawet gdybym miał być prosty jak dębowe krzesło...
Tylko wtedy dam sobie radę,
kiedy Ty będziesz ze mną.
(Myslovitz - Peggy Sue nie wyszła za mąż)
Minęły dwa tygodnie .
Tylko tyle. Aż tyle.
Dni upływały mi głównie na gotowaniu, pływaniu i czytaniu książek z biblioteczki Kasaia. A także, na rozmowach, kłótniach i wiecznych docinkach ze strony wyżej wspomnianego. Natomiast noce spędzałem uprawiając seks, choć Kasai nie wzbraniał się robić tego również za dnia. I chociaż zdarzało się, że bił mnie za impertynencję, ani razu nie był brutalny w czasie seksu. Tak, wiązał mnie. Tak, gryzł i podszczypywał. Jednak ani razu nie uderzył mnie mając na celu wywołanie bólu, a nie przyjemności. Dziwiło mnie to, zaskakiwało. Nie miałem jednak powodu do narzekań, seks zawsze był przyjemny, mimo późniejszego kaca moralnego.
Próbowałem go otruć. Zorientował się i od tej pory jestem zmuszony spożywać posiłki siedząc mu na kolanach i pozwalając się karmić ze wspólnego talerza. Nie będę tu wspominać o dotkliwej chłoście, która wtedy nastąpiła i której skutki odczuwam do dziś.
Kilka razy chciałem uciec, szybko jednak zorientowałem się, że obroża mi to uniemożliwia.
Walczyłem sam ze sobą o zachowanie resztek zdrowego rozsądku, o kontynuowanie tej farsy, o nie poddawanie się. Raz, w chwili zwątpienia, chciałem wyrzec się mocy. Gdybym to zrobił, stałbym się człowiekiem. Mógłbym się zabić. Nie udało mi się jednak i teraz myślę, że to dobrze. Mam jeszcze nadzieję, to tylko dwa tygodnie, to za mało, by mnie złamać.
Nocami, leżąc w rozkopanej pościeli, czując obok ciepło czarnowłosego i słysząc jego spokojny oddech, powtarzałem to jak mantrę.
Wytrzymam. Dam radę.
Próbowałem zabić go w czasie snu. Przeliczyłem się, dostałem w twarz, potem była kilku godzinna chłosta. Ledwie ruszającego się wyrzucił mnie na dwór, gdzie spałem również przez następne trzy noce.
Żwir wbijał mi się w plecy, było zimno, twardo i niewygodnie. Zablokował mi również dostęp do jeziora, które było moją jedyną przyjemnością i ograniczył tak, że nawet formy zmienić nie mogłem. Oczywiście nie odmawiał sobie pieprzenia. Zabierał mnie do sypialni, robił co miał zrobić i wyrzucał mnie na dwór, rozgrzanego i lepkiego od naszych wspólnych soków. Wczesnym rankiem wstawał i wpuszczał mnie do domu. Wtedy to mogłem się umyć, ubrać i zrobić śniadanie. Nie odzywał się do mnie inaczej jak poleceniami, bądź kpinami. Ja też nie mówiłem nic, bo cóż miałbym powiedzieć?
Zacząłem marnieć i popadać w odrętwienie.
Dopiero wtedy zauważyłem, że wbrew pozorom nie traktował mnie wcześniej tak źle i, że czasem był na swój sposób nawet miły.
Miałem dużo czasu na przemyślenia, toteż myślałem. Nie robiło mi to dobrze, dołowałem sam siebie, zacząłem popadać w depresję.
Przeprosiłem go.
Uśmiechnął się kpiąco i od tej pory mogłem na powrót spać razem z nim w łóżku.
Nie zapomniał mi tego jednak i wiązał mnie na noc. Nie było to najwygodniejsze, ale na pewno sto razy lepsze niż żwir, więc nie narzekałem. Po tygodniu w którym byłem grzeczny i można powiedzieć, że wręcz uległy - na tyle na ile uległy mogłem być ja, czyli nie za bardzo - ponownie pozwolił mi chodzić nad jezioro.
***
Siedziałem nad wodą i usiłowałem przekonać jakąś oporną samiczkę jaszczurki, by połączyła się z partnerem. Tak, można rzec, że płodność to moja specjalność. Samiczka po dłuższej chwili stwierdziła, że ma w dupie samca i poszła szukać innego. Pewnie miał za małego...
Moje sukcesy były niewątpliwie ogromne, co widać na załączonym obrazku, postanowiłem się jednak nie poddawać i poszukać jej lepszego partnera.
Był to chyba jakiś sentyment, bo przecież ta szczęściara może wybierać i przebierać, nie to co ja.
Zza kępki trawy wyskoczył ogromny samiec i zgwałcił jaszczurkę, która wcale tak bardzo się nie opierała.
Cóż, widać historia lubi się powtarzać...
Dopilnowałem, żeby urodziła duże, silne i liczne potomstwo i wstałem z trawy.
Od strony domu dobiegł mnie wesoły, nieznajomy głos. Czyżby gość?
Skierowałem się w stronę drzwi i zajrzałem ostrożnie do pomieszczenia. Na kanapie w salonie siedział młody mężczyzna, miał roztrzepane, białe włosy sięgające brody i krystalicznie niebieskie oczy. I nie był człowiekiem.
- Jejku, Kass, kto to? Nie przedstawisz mnie? - w jego głosie pobrzmiewał śmiech, był jednak przyjemny dla ucha. Miało się wrażenie, że rozmówca mruczy.
- Edward to Nirmay. Nirmay to Edward. Zadowolony?
- Miło mi. Więc to prawda, że mieszkacie razem? A nie mogłem w to uwierzyć! Nirmay, jak ty z nim wytrzymujesz?
- Problem polega na tym, że nie wytrzymuję, a i tak nie mam wyboru.
Białowłosy zrobił zdziwioną minę, za to Kasai nie wydawał się najszczęśliwszy słysząc to.
- Nie bądź impertynencki.
- Ależ nie jestem, jak mogłeś mnie o to podejrzewać?
- Dobra, nie kłócić mi się tu - wtrącił się Edward - Będę już leciał i tak się zasiedziałem... Kass... proszę cię skontaktuj się z Anubisem. Wiem, że prosiłeś, by ci na razie nie przeszkadzać, ale dwa tygodnie to dużo czasu, nie każ mu czekać więcej. Jest zdesperowany, że tak powiem. Poza tym chcesz, czy nie chcesz, jesteś Obiecanym. Musisz nieść to brzemię, najlepiej jak potrafisz, dla nas wszystkich... Nirmay, opiekuj się nim. A ty zadzwoń, jak się zdecydujesz.
Niebieskooki był już w drzwiach, gdy zatrzymał go mój głos.
- Czekaj, czy ty właśnie powiedziałeś... Obiecany?
- Taaa... nie wiedziałeś?
- Ty masz na myśli TEGO Obiecanego?
- A ile ich znasz? Naprawdę nie wiedziałeś, że to Kass? No, no, nie ładnie, a przecież mieszkacie razem... - wzrok czarnowłosego zabijał go właśnie powoli i boleśnie, więc Edward postanowił zdezerterować. W sumie, nie dziwota. - To wy to sobie wyjaśnijcie, a ja już mykam.... I nie zapomnij o Anubisie! Pa!
A więc Kasai okazuje się Obiecanym?
Zszokowany usiadłem ciężko w fotelu.
Kurwa!
~~~~
Notka wyszła jakaś... dosadna, może nawet nieco wulgarna. Trudno.
W następnej nieco wyjaśni się to i owo, a przynajmniej mam taką nadzieję.
Mizu-chan - myślę, że obejdzie się bez takich drastycznych środków... w razie czego szepnę słówko Kasaiowi, on lubi takie zabawy xD
HanaSabaku - nie martw się, na wszystko przyjdzie czas xD
Sylver 24/01/2009 21:11:07 [
Powrót]
Komentuj
Zaintrygowałaś mnie. Ciekawie, ciekawie. Obiecany? Któż to taki?
Pisz, pisz.
Ey 27/01/2009 22:30:21
brak www IP: 83.22.7.146
Mi się podobało. Wulgaryzm mi nie przeszkadza i uważam, że aż tak nie było go widać. O co chodzi, z tym obiecanym? Poza tym Nirmay musiał byś bardzo zdesperowany, skoro próbował aż tylu rzeczy. Jednak pech chciał, że Kasai złapał do za każdym razem. Jak się skończyło, to wszyscy wiemy. Czekam na cd:)
Chikusho 27/01/2009 20:51:22
brak www IP: 78.88.20.219
Chyba od bardzo dawna przeczytałam co co jednoczenie jest ciekawe i nie wiem o co w nim chodzi. Zawszę lubiłam gdybać i zakładać co będzie w nowym rozdziale. Tu jako nie potrafię.
Lubię Kasaia, choć jest z niego niezły drań. I dlaczego zrobił z Nirmaya niewolnika? Brakuje mi tylko jednego małego szczegółu, którego mogłam zresztš przeoczyć- jak się poznali?
Historia jest ciekawa, akcja wcišż leci i nie pozwala się nam nudzić. A, i czyta się szybko i bez nudnych opisówek. Klasa:)
A, oczywicie-powiadamiać będę:)
Romeo 27/01/2009 13:15:53
brak www IP: 91.94.111.26
a i w sumie zapomniałam spytać czy przy okazji też byś mnie nie poinformowywała o nowych notkach? pliose:)
Ryuuku 26/01/2009 16:21:11
brak www IP: 83.25.90.206
Wedle życzenia informuje o nowej notce u mnie i info też jest...
Ryuuku 26/01/2009 16:20:07
brak www IP: 83.25.90.206
A u mnie nowa notka xD Przed chwilą ją skończyłam xD Zapraszam na http://twilight-yaoi.blog.onet.pl xD Mam nadzieję że Ci się spodoba xD
Marie 26/01/2009 12:36:12
brak www IP: 217.113.225.109
Wiem która godzina, ale nigdy nie jest za późno na yaoi, prawda? ^o^
Nowy rozdział na http://jak-noc-i-dzien.blog.onet.pl/
Pozdrówka!
Kichisame 26/01/2009 02:37:01
brak www IP: 83.4.24.70
Niezłe, miło się czyta :) Myślę że też będę tu częściej gościć :) Oczywiście dodaję do linków i pozdrawiam
Marie 25/01/2009 18:21:57
brak www IP: 217.113.225.109
Cudowna. Powtarzam się? Tak? To trudno.
Hmm.. Co by tu jeszcze... Nie wiem o.o"
Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział. Przydadzą się jakieś wyjaśnienia.
Kichisame 25/01/2009 18:02:45
brak www IP: 83.4.24.70
Hej!;))
Tym razem całkiem punktualnie...;)
Rozdział świetny, bardzo mi się podobał... Jak szybko zleciał im ten czas...^^
Muszę Ci 'powiedzieć', że strasznie mnie zaintrygowałaś tym Obiecanym... Nie mam pojęcia o co chodzi, ale... Czyżby Nirmay się przejął...? ;D
Czekam na kolejny rozdział;)
Acha...
U mnie w końcu nowa notka^_^
ArisToyotomi 25/01/2009 14:42:22
brak www IP: 94.40.57.130
Podstrona:
*1* /
2
| Lay&html by me for me
Picture found somewhere on the web